Symulacje Survivalowe okiem uczestnika

Od Universal Survival:

Witolda Rajcherta udało nam się poznać gdy prowadził portal SURVIVALL. Już przy pierwszym kontakcie zwróciła naszą uwagę skrupulatność z jaką podchodzi do wszystkiego co realizuje. Mieliśmy przyjemność gościć go w ramach naszych Kursów. Poniżej opis wrażeń, jakie odniósł z całego cyklu szkolenia. Przyjemnego czytania :)

Pierwsze skojarzenie ze słowem symulacja mam ze słowem symulator. Pod koniec szkoły podstawowej grałem u kolegi w pierwsze dostępne wtedy w Polsce komputerowe symulatory lotu śmigłowcem i myśliwcem. Później dotarły do mnie wieści o symulatorach 3D lotów w kosmos. Dziś słowo symulacja jest bardzo modne. Można symulować nawet ból na boisku podczas meczu piłki nożnej. Ale czemu mówić o symulacji w kontekście sztuki i technik przetrwania? Symulacje survivalowe?

Naszywka Universal Survival

Gdy zaczynamy przygodę ze sztuką przetrwania zazwyczaj zaczynało się (w moich czasach) od jakiejś publikacji książkowej, a dziś (nie moje czasy) od filmiku na you tube. Wiadomo, zaczyna się od rzeczy najprostszych. Budowania szałasu na ramie typu A bądź czegoś w rodzaju tipi, trzeba przetrwać pierwszą, później kolejną noc mając ze sobą na przykład folię NRC, z której robi się prymitywny szałas i tak dalej. Ćwiczy się techniki. Ćwiczy się podstawy. I to dobrze. I to jest ważne. Od czegoś trzeba zacząć. Ale czym jest survival?

Pierwotnie miał być narzędziem dla pilotów sił powietrznych zestrzelonych za linią frontu, na tyłach wroga. Przetrwać, uniknąć złapania, dać się uratować swoim. Dziś dla mnie (cywila) survival to hobby, rodzaj osobistej ścieżki rozwoju, nauka. Jak więc ćwiczyć? Najlepiej za przykładem Wielkich survivalu. Dla mnie pierwszym i niekwestionowanym wzorem był Jacek Pałkiewicz. Czyli jeździć na wyprawy. Na początku bliższe, a z biegiem czasu i wzrostu na ścieżce sztuki przetrwania, dalsze.

Ale wyprawa to jak start w wyścigu czy stanięcie do walki na ringu, start w zawodach ratowniczych. To coś w rodzaju próby, sprawdzenia się. Ale wszyscy wiemy, że by startować trzeba najpierw dużo ćwiczyć. Sportowiec trenuje konkretne techniki, bokser do tego sparuje, a ratownik medyczny uczestniczy w pozoracjach, czyli… symuluje start w zawodach, symuluje w pewnym sensie „ostateczną” próbę, symuluje realną sytuację. Chce być bardziej przygotowany na to, co tak naprawdę nieprzewidywalne.

A survivalowiec? Jak przetrwać zagubienie na pustyni, awarię samochodu czy katastrofę lotniczą? Ćwicząc, uczestnicząc w symulacjach. Nie dziwi mnie ani trochę to, że ekipa Universal Survival, korzystając przede wszystkim ze swojego bogatego doświadczenia wyprawowego, stworzyła kilka poziomów szkolenia, które nazwali właśnie symulacjami survivalowymi. Miałem niekwestionowaną przyjemność uczestniczyć we wszystkich poziomach autorskich scenariuszy oferowanych przez firmę.

Pierwszy – najprostszy. Absolutne podstawy. Dziś powiedzielibyśmy absolutne „must have survivalu” albo „nie wychodź bez tego z domu”. Poziom drugi – to trzy dni wczuwania się w scenariusze (zagubienia, odnajdywania drogi, interakcji w grupie, kwestie ratownictwa osób poszkodowanych) przy jednoczesnej sporej dozie nowej, systematycznie podawanej wiedzy. I wreszcie poziom trzeci. Coś, co można nazwać symulacją na 100%. Wiadomo, to kurs. Nie dasz rady, możesz zrezygnować, ale jak wchodzisz na całość to… symulujesz, wczuwasz się, wystawisz się na to, co proponuje program US, instruktorzy towarzyszący non stop kursantom i my… sami uczestnicy.

Jeden z uczestników mojego kursu trzeciego stopnia zauważył bardzo ciekawą rzecz. Nie ma sensu mówić o tym, co by było gdyby. Realne było to, co przeżywaliśmy. Jedząc znalezioną na drodze bułkę, jedliśmy, tu się uśmiecham na samo wspomnienie, bułkę znalezioną na ulicy. Brudną, lekko zmarzniętą, pyszną. Czy mogliśmy zachorować, dostać biegunki? Na pewno tak. Ale jak byłoby w sytuacji kryzysowej? Podczas symulacji nie symulowaliśmy głodu. Byliśmy realnie głodni. Realnie niewyspani (kurs trwa cztery dni), realnie spragnieni, realnie zmęczeni, realnie reagujący na dziesięć pozostałych osób z grupy – obcych, przypadkowo zebranych w jednym miejscu i czasie. Survival – działanie w danej sytuacji, z danymi zasobami i ludźmi w określonym celu – przetrwanie. Woda jest mokra, śnieg – zimny, wróg – prawdziwy, zmęczenie – zwalające z nóg, umysł – ociężały, interakcje w grupie – napięte. Jednym słowem – prawdziwe. Czy tak mogłoby być w sytuacji prawdziwego kryzysu? Na pewno tak. Na pewno też doświadczyliśmy naszych, kursowych, powiedzmy to wprost, wynikających z pełnego wejścia w symulację, sytuacji. To co przeżyliśmy nie było może dla kogoś „mega hardcorowe” (choć kto wie, co było jakie dla każdego z uczestników kursu), ale było „mega prawdziwe”. Z rozmów wiem, że każdy z uczestników dotknął któregoś ze swoich dziewiczych szczytów, wcześniej nie zdobytych.

Człowiek nie jest w stanie przeżyć wszystkich możliwych aspektów rzeczywistości. Dlatego czytamy książki, ćwiczymy, symulujemy, trenujemy, umieszczamy się w sytuacjach zbliżonych do realnych. Im więcej doświadczymy, im więcej ćwiczymy, tym wiesza szansa, że może poradzimy sobie w sytuacji prawdziwego zagrożenia. Jedna jeszcze tylko refleksja na koniec. Życie jest skończone i za krótkie, by tracić je na trening niskiej jakości. Programy Universal Survival tworzone i oparte o prawdziwe sytuacje inspirowane wyprawami w trudne rejony naszego globu są bez wątpienia godnymi polecenia!

Witold Rajchert

Posted in KURSY, MYŚLENIE, PREPPING, UNIVERSAL SURVIVAL, WARSZTATY and tagged , , , , , , , , , , .

6 Comments

  1. Byłem na 1,2 i 3 cim kursie. Wielki szacunek dla ekipy za bardzo profesjonalne przygotowanie kursów. Podpisuje się pod powyższymi słowami. To było dla mnie tu i teraz. Nie ma co gadać co by było gdyby… Bo mimo, że to symulacje to emocje są zawsze prawdziwe.

  2. Dzięki Panowie – Koledzy.
    Fajnie się czyta. Z całą pewnością skorzystam z podejścia do tematu survivalu.
    Trochę mi zapewne zejdzie, nim przewertuję większość zamieszczonych przez Was tematów. Ale to jest mój klimat. Dzięki, powodzenia i pozdrawiam z Wysoczyzny Elbląskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *