Survival i polowanie

Od pewnego czasu eksperymentuję z urządzeniami takimi jak proca, bolas czy atlatl, traktując je wyłącznie jako sposób na rekreacyjne miotanie do celu. Czy są w tym jakiekolwiek ambicje łowieckie? Z pewnością nie, gdyż kwestie te reguluje Prawo łowieckie (ustawa z dnia 13 października 1995 r. z późniejszymi zmianami), które nie dopuszcza do polowań w Polsce nawet tak skutecznych i zaawansowanych technicznie urządzeń jak łuki bloczkowe, co dopiero prymitywne miotacze oszczepów… Zresztą posługiwanie się taką bronią w celu pozbawienia zwierzęcia życia wymagałoby osiągnięcia poziomu mistrzowskiego, by zadać możliwie szybką i bezbolesną śmierć, a do tego jest mi jeszcze niezmiernie daleko.

_MG_1838

Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że im broń jest bardziej prymitywna, tym trudniej ją opanować w satysfakcjonującym stopniu. Rozwiązania stosowane choćby w epoce neolitu, mogą kusić prostotą wykonania danego sprzętu. Czynnik ten może się również wydawać szczególnie atrakcyjny dla survivalowców, jednak wykonać broń własnoręcznie, a nauczyć się jej obsługi to dwie różne kwestie. Należy pamiętać, że nieskomplikowana budowa przytoczonych urządzeń (atlatl, bolas, proca) wymaga od użytkownika:

  • po pierwsze świetnego wyczucia w celowaniu (brak przyrządów celowniczych),

  • po drugie ciężkiej pracy mięśni, skierowanej na przekazanie odpowiedniej dawki energii,

  • po trzecie refleksu spajającego oba wyżej wymienione czynniki, który ostatecznie decyduje o skuteczności rażenia celów, szczególnie tych ruchomych.

Czy polowanie taką bronią w warunkach survivalowych przez tak zwanego „szarego Kowalskiego” jest możliwe? W mojej ocenie to fikcja. W survivalowym scenariuszu trzeba by było:

  • skutecznie zapewnić sobie przede wszystkim podstawowe priorytety przetrwania (sygnalizację, schronienie, ogień, wodę)

  • wykonać broń (znajomość materiałów, dostęp do narzędzi, znajomość samej broni),

  • nauczyć się jej obsługi (wielka ilość czasu, zużywanie kalorii),

  • doskonale znać nawyki zwierząt występujących na danym terenie,

  • umiejętnie się maskować w zasiadce lub być mistrzem w polowaniu z podchodu,

  • razić zwierze nie tylko celnie ale i skutecznie, by „postrzałek” nie umknął z włócznią ledwie co wbitą pod skórę

Możliwe, że taka sztuka byłaby osiągalna dla szczególnie upartych, zdeterminowanych i utalentowanych szczęśliwców, choć i tak „survivalowe polowanie” bardziej przypominałoby loterię. Trzeba również pamiętać, że żywność, mimo że z oczywistych powodów jest szczególnie ważna dla przetrwania, nie znajduje się na szczycie priorytetów. Wszystko w takiej sytuacji musi podlegać bardzo zdroworozsądkowej kalkulacji i porównaniu nakładów czasu i kalorii, do efektów jakie są możliwe do osiągnięcia.

_MG_1930

Prymitywna broń posiada jednak swój nieodparty urok. Jej wykonanie i próby „okiełznania” są wielce satysfakcjonujące. Chylę czoła przed wytrawnymi myśliwymi, którzy potrafią posługiwać się łukiem czy miotaczem oszczepów tak samo skutecznie jak bronią palną. Sądzę, że ich polowania stanowią swoisty rytuał, który przewyższa o kilka klas znane nam współcześnie odstrzały z doskonałej broni palnej, którą często uzupełnia wyśmienita optyka.

W krótkiej prezentacji stosowanych przeze mnie broni miotanych/miotających znajdują się:

Atlatl – czyli miotacz oszczepów. Broń sprzed ponad 25 tysięcy lat! Służy do miotania długich, elastycznych włóczni. Stanowiąc niejako przedłużenie ramienia, istotnie zwiększa zasięg. Wykonałem w życiu kilka takich miotaczy. Prezentowany na fotografiach odpowiada z grubsza myśliwskiemu wzorowi znanego pod nazwą catatonk, którego cechami są duża masa własna i możliwość bezwzrokowego ładowania kolejnych włóczni na prowadnicy_MG_1605

_MG_1623

Proca – klasyczne rozwiązanie stosowane zarówno w starożytności, jak i w czasie współczesnych zamieszek np na Bliskim Wschodzie. Wbrew mitom krążącym wokół tej broni, miotanie pocisków może polegać zarówno na wykonaniu jednego jak i wielu obrotów. Ich ilość nie decyduje o energii przekazywanej na pocisk. Boleśnie przekonał się o tym pan o imieniu Goliat :-)

_MG_1889

_MG_1890

Bolas – lub po prostu bola. W przypadku mojego kompletu to zestaw trzech obciążników połączonych linką (cięgnem). Cięgno w locie rozwija się na całą długość, zwiększając szansę celnego rażenia. Taka broń ogłusza uderzeniem lub powoduje pętanie kończyn/skrzydeł. U przedstawicieli homo sapiens daje ciekawy efekt psychologiczny, nawet wśród gapiów :-)

_MG_1864

Jako ciekawe i bardziej współczesne dodatki w mojej kolekcji znajdują się również proce neurobalistyczne, czyli takie jakimi każdy szanujący się 10 latek pragnął szpanować na podwórku oraz łuk sportowy.

_MG_1599

_MG_1948

Czy Ty stosujesz jakieś ciekawe rozwiązania w zakresie prymitywnych broni, szczególnie miotanych/miotających? Zapraszam do komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami.

Jeżeli jesteś zainteresowany możliwością bliższego poznania praktycznych aspektów posługiwania się wyżej opisanym sprzętem, zapraszam serdecznie do udziału w warsztatach z cyklu Weekend z Bushcraftem. Jest to wyśmienita okazja, by między innymi popróbować swoich sił, oka i ręki w posługiwaniu się prymitywną bronią.

Pozdrawiam

Jakub Dorosz

Instruktor UNIVERSAL SURVIVAL

Posted in BUSHCRAFT, IMPROWIZOWANE, RELAKS, WARSZTATY, ŻYWNOŚĆ and tagged , , , , , , , , , , , , .

6 Comments

  1. Jeśli chodzi o polowanie z bloas lub oszczepem w pełni się z Tobą zgadzam. Co do procy i łuku to zgadzam się częściowo. Na pewno odpada wersja zapoznawania się/trenowania dopiero w momencie kiedy będzie nam to niezbędne w celu zdobywania pożywienia. Osobiście jestem posiadaczem łuku kompozytowego i trenuje sobie dla przyjemności na podwórku z myślą, aby w dalekiej przyszłości wziąć udział w zawodach w łucznictwie 3D. Są to zawody polegające na przejściu wyznaczoną trasą w ciekawym terenie (lasy, często góry) i ostrzelanie określonej liczby odwzorowanych 1:1, do złudzenia przypominających zwierzęca sztucznych celów. Trudność polega na określeniu właściwej odległości do celu i oddania strzału z często niewygodnej pozycji, przez konary drzew, pod/z góry. Frajda i satysfakcja spora. Można wynieść sporo doświadczenia bez konieczności zdobywania go na żywej zwierzynie (wiadomo, że to nie to samo, ale zawsze..). Takie przygotowanie + bezkrwawe polowania z aparatem które zamierzam zacząć uskuteczniać od nowego roku – chodzi o poznanie zwyczajów zwierząt i nauczenia się ich podchodzenia na jak najmniejszą odległość – moim zdaniem da mi jakieś tam przygotowanie… albo skutecznie zweryfikuje moje zapędy.
    Co do procy to jest sporo filmów na YT gdzie ludzie polują na drobne gryzonie i ptaki z czymś takim całkiem skutecznie. Wszystko kwestia wprawy i treningów. Tym bardziej, że same treningi są już frajdą i można wykorzystywać je jako skuteczną formę rodzinnej rekreacji .

    • Witaj Grimm. Dzięki za wartościowy komentarz. Tak, to co piszesz ma głęboki sens. Co do moich założeń, niestety nie wynika to wprost z mojego artykułu, ale w przypadku łuku zakładam zwykle wariant w którym go nie posiadam (stąd założenie „klasycznej sytuacji survivalowej”, nie natomiast np scenariusza preppingowego). Problemem mogłoby tu być wykonanie łuku i strzał, choc oczywiście nie należy twierdzić że jest to niemożliwe. Kwestia czasu i kalorii. Słyszałem o zawodach 3D w czasie gdy uczęszczałem na treningi łucznicze tarczowe – faktycznie brzmi to bardzo kusząco. Może kiedyś uda się wygospodarować czas na takie co. Byłoby super :) O samych procach również słyszałem wiele pozytywnego. Do ich zorganizowania w mojej kolekcji skłoniły mnie właśnie wspomniane przez Ciebie filmiki z YT. Mimo że sprzęt jest dość niepozorny, ma moc. Pozdrawiam serdecznie i zapraszma do dalszego śledzenia i komentowania.

      • Ciekawy link do filmiku z wyprawy długoterminowego bushcraftowego bytowania :) Pozdrawiamy

  2. Jako dzieciak dużo strzelałem z łuków – samoróbek. Teraz, po latach wracam do tematu strzelania, może za jakiś czas wrócę do tematu robienia łuków, bo możliwości sprzętowe i ogólnie technologiczne, a przede wszystkim wiedzę mam większą.
    Ja to traktuję w ten sposób, że strzelanie (łuk, proca, w moim przypadku także wiatrówka) to fajna forma spędzania czasu na świeżym powietrzu, a zdobyte umiejętności mogą się kiedyś przydać (oby nie).
    Zawody w łucznictwie 3d też wyglądają kusząco po opisie kolegi Grimm, ale dla mnie to niepewna kwestia przyszłości.
    Odnośnie łucznictwa i potencjalnego zastosowania w survivalu, to polecam zainteresować się tematem strzelania instynktownego, oraz strzelania szybkiego, gdzie strzałę ładuje się bez spoglądania na nią i na cięciwę – brak nudy na długi czas gwarantowany :-)
    No i ciekawym doświadczeniem jest strzelanie z tego samego łuku, ale różnymi rodzajami strzał, przykładowo ja mam opanowany jeden rodzaj strzał bardzo dobrze i całkiem celnie idzie mi strzelanie szybkie plus instynktowne, ale mam też strzały, przy których przez 3 miesiące ich posiadania nie byłem w stanie wypracować satysfakcjonującej techniki strzelania, nawet w „normalnym” tempie i celując.
    Na sam koniec już dodam, że warto też trochę poćwiczyć siłowo pod kątem siły potrzebnej w strzelaniu z łuku (proca z gumami wymaga podobnego treningu, więc dwie pieczenie na jednym ogniu), doskonale poprawia to panowanie nad łukiem podczas celowania, czy to instynktownego, czy nie.

    • Dzięki. Kolejna ciekawa porcja informacji :) Zainteresowała mnie szczególnie wzmianka o różnych strzałach. Masz na myśli strzały różne wagowo, czy może chodzi o groty (tarczowe, myśliwie)? Dotychczas w statycznym dziurawieniu papieru uczyłem się że trzeba mieć jeden, optymalnie dobrany do siebie i łuku rodzaj strzał. Z pewnością wspomiany przez Ciebie trening siłowy będzie bardzo potrzebny. Oby wszystko to pozostało w sferze hobby i rekreacji. Pozdrawiam ;-) P.S. Jeżeli chciałbyś kiedyś podzielić się swoimi doświadczeniami w zakresie wykonywania łuku, to zgłąszam się pierwszy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *